Pies, czyli najlepszy gadżet dla człowieka

Pies, czyli najlepszy gadżet dla człowieka

Gdyby ktoś zapytał mnie o najlepiej wydane pieniądze w życiu, to nie wskazałbym na jakikolwiek klasyczny gadżet. Pierwszego Walkmana, Maka, iPhone’a, samochód itp. Nie wybrałbym też opłaconego momentu, w stylu wymarzonej podróży lub wejściówki na emocjonujący mecz ulubionej drużyny. Moim perfekcyjnym wydatkiem jest pies. Tak, wiem, że przyjaciół się nie kupuje, a czworonoga można przygarnąć w schronisku. Jednak w tym przypadku to nie taka prosta sprawa.

Od dziecka powtarzano mi, że nie mogę mieć zwierzaka. Nie, koniec, alergia, nie ma mowy. Wiadomo, im częściej tak mówiono, tym bardziej chciałem. Niestety młodzieńcze pragnienia trzeba było ogłuszyć, zahibernować i reanimować dopiero na pewnym etapie dorosłości. Nie czuję jakiegokolwiek żalu. Rodzina miała ze mną wystarczającą ilość kłopotów. Gdyby faktycznie okazało się, że czworonóg niekorzystnie wpływa na moje zdrowie byłoby ich jeszcze więcej. W takiej sytuacji rozstrzygnięcie, za które później samemu trzeba było wziąć odpowiedzialność, wymagało czasu, rozwagi, a także niezbędnych przygotowań. Wybór odpowiedniej rasy i świadomość podejmowanego ryzyka, od tego trzeba było zacząć.

Jak sądzę, w teorii brzmi to wszystko dosyć rozsądnie. W końcu takie decyzje powinny opierać się na fundamentach wiedzy oraz analizie własnych ograniczeń. Jednak w praktyce czasami idzie się ulicą, jak zwykle kreując w głowie codzienne scenariusze niemające szans na realizację, albo siedzi się przy biurku czytając mało istotny tekst do popołudniowej filiżanki kawy, gdy nagle uwagę przykuwa element, który determinuje wszystkie podjęte później decyzje. Na szczęście miałem jeszcze pół roku na przygotowanie się od momentu wpłacenia zaliczki, jednak to właśnie taką spontaniczną drogą, dwa lata temu, zamieszkała ze mną Tamiko, suczka rasy Shiba Inu. Jej obecność nie ma jakiegokolwiek wpływu na moją chorobę i bardzo żałuję, że nie dane mi było zawrzeć podobnej znajomości wcześniej. Dzień w dzień uśmiecham się na samą myśl o skulonych uszkach witających mnie w progu.

Na posiadanie psa składa się kilka obowiązków, szereg przyjemności, a także dostęp do nowych ścieżek motywacyjnych. Pies oznacza ruch, bez wymówek. Codzienne spacery, wspólne bieganie, przepychanki. Zwierzak przypomina o konkretnych godzinach aktywności, a także wymaga zużycia określonej ilości energii. Sprawdza się w tym względzie dużo lepiej niż różne kalkulatory, czy gadżety liczące kilometry. Ćwiczenia można odłożyć na jutro, a przypomnienia wyciszyć. Z czworonogiem wyjść trzeba, nie ma zmiłuj.

Pies to również doskonała podstawa do zawierania nowych znajomości. Sam w sobie jest czynnikiem rozpoczynającym konwersację, topi wszystkie lody. Osobom mającym problemy z kontaktami społecznymi może przynieść pomoc i okazać się świetną metoda terapii, ułatwi odzyskanie pewności siebie zagarniając część uwagi tudzież rozluźni atmosferę. Innym pozwoli odpocząć od kontaktów w ramach portali oraz wirtualnych światów. Na wspólnych spacerach, czy wybiegu spotykają się ludzie, o których wiadomo, że znajdą przynajmniej jeden wspólny temat. Wielu miłośników małych przyjaciół jest w stanie opowiadać o swoich pupilach godzinami, wymieniając uwagi oraz dzieląc się radami. Oczywiście w każdym gronie pojawiają się mniej przyjazne jednostki, ale bardzo łatwo można się połapać, które miejsca odwiedzane są przez grupy nastawione na przyjemne spędzenie czasu w towarzystwie zwierząt.

Pies oznacza rozrywkę. Ten mały rozentuzjazmowany wulkan energii wykazuje pełną gotowość do zabawy przez większość czasu. Jeżeli tylko potrzebujemy na chwilę przerwać pracę, szybko się odstresować lub szukamy ujścia dla złej energii wystarczy spędzić kilka chwil na wspólnych swawolach. Trudno o lepsza odskocznie od wszechobecnych ekranów, a także codziennych problemów. Co więcej zwierzak może okazać się lekiem na przygnębienie, czy znużenie monotonią rzeczywistości. Będzie wiernie dotrzymywać towarzystwa i niezależnie od sytuacji nie pozwoli czuć się samotnie. Swoją pocieszną naturą nie da szans troskom. Patrząc jak na co dzień zachowuje się moja Shiba Inu nie potrafię przestać się śmiać. Każda jej czynność ma w sobie cząstkę słodyczy i zabawności, rozpala ten specyficzny rodzaj ciepła. Wygląd, reakcje, zwyczaje, koją dźwiękami wydobywającymi się ze strun wrażliwości. Tego nie da macanie anodyzowanego aluminium i smyranie Gorilla Glass. Jedyny żal, że psy żyją tak krótko.

Wszystkie teksty, dostępne na stronie, opisują moje prywatne doświadczenia z rasą Shiba Inu. Należy pamietać, że każdy pies jest inny, a zachowania, zwyczaje, cechy charakteru oraz reakcje mogą różnić się od przedstawionych.